Opowieść o naszej Hani, o naszej wspólnej drodze i codziennych przygodach.

czwartek, 3 stycznia 2013

Vojta

Byliśmy dziś na Vojcie u Pani Joasi. Hania jak tylko przekroczyła próg ośrodka od razu zrobiła podkówkę i się rozpłakała wniebogłosy. Nawet nie zaczęliśmy ćwiczyć a jej płacz wypełniał wszystkie sale. Przykro nam, ale wiemy, że jest to dobry znak. Maluch pokazuje swoje niezadowolenie i widać, że kojarzy już co będzie dalej. Ćwiczenia były proste, żebyśmy tylko nie robili coś źle, czasami coś może umknąć. Dostaliśmy przykazanie nagrać Hankę w nowym foteliku i pochwalić się jej "gadaniem", bo u Pani Joasi nic a nic tylko płacz i płacz.
W trakcie ubierania się wszystko już było dobrze. Potem mąż zabrał mnie w drogie miejsce :) Ja płaciła jakże by inaczej i autko ma mnóstwo literków w baku :) 
Hania zmęczona po całym dniu, zjadła nieśmiertelna kaszkę i padła. Długo się z nią nie nabyłam :( śpi smacznie a ja kończę obrządki domowe i szybko do niej dołączam. Jak to dobrze, bo dziś już czwartek, jutro piątek i weekend. 
Czy wiecie, iż kolejne wolne dni ustawowo będą dopiero na święta Wielkanocne?? Mamy przed sobą trzy miesiące pracy 5 na 7!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz