To Mamy najczęściej są zawsze przy dziecku, zarówno w chwilach szczęśliwych jak i trudnych.
Mamy zajmują się całym światem swoich
pociech w każdym etapie ich życia.
Mama pamięta o szczepionkach,
kontrolnych wizytach, jedzeniu, pieluchach, zabawkach, terminach,
przedszkolach, szkołach, urodzinach, spotkaniach, zaopatrzeniu szafy, czystych uszach ;) ...
Mama smaruje kolana jak są zdarte, czyści
ręce po zabawie z farbą, ukaja ból, gdy dziecko wpadnie na coś, ubiera,
przebiera, zawsze w torbie ma coś dobrego lub przydatnego, podtyka smakołyki...
Mama to łatwe słowo do wypowiedzenia i często dzieci wymawiają je jako pierwsze.
Mama jest zawsze tam gdzie jest potrzebna a jak jej nie ma to za sekundę jest.
Mama jest zawsze tam gdzie jest potrzebna a jak jej nie ma to za sekundę jest.
Pierwsze dwa lata Hani
były wędrówka po lekarzach, cotygodniowe wizyty, badania, układanie
terminów rehabilitacji. Ciągle szukanie co się dzieje, ciągły stres,
niedospanie, przemęczenie. Pamiętam z tego czasu tylko najważniejsze
rzeczy. Wiem, że wiele znajomych przestało nimi być. Pozostali
tylko najbardziej wytrwali, najbardziej nam bliscy. Potrafili wybaczyć
brak czasu, humory, brak komunikacji. Jednak jak już się spotkaliśmy
pilnowałam, aby Hania nie była jedynym tematem całej wizyty, po
opowiedzeniu gdzie byliśmy, co się dowiedzieliśmy, przechodziliśmy do
rozmów o życiu naszych znajomych. Oni nie pocieszali nas, nie mówili
będzie dobrze, wszystko się ułoży, po prostu byli wysłuchali, coś
podpowiedzieli, poddali pomysł rozwiązania niektórych spraw. Pamiętali o wizytach i zaraz po nich dzwonili po szczegółowy raport. Dzięki też
nim jakoś się moja głowa nie załamała się. Wiem, że zawsze mogę na nich liczyć, nie tylko jeśli chodzi o Hanię, ale też i o codzienne życie.
Pomocą byli też nasi rodzice, początkowo nie znali szczegółów, ale w końcu jak już mieliśmy szersze dane przekazaliśmy im. Stanęli z nami i zgłosili swoją pomoc i obecność w dalszych dniach, tygodniach, miesiącach, latach... Bez nich nasze życie byłoby o wiele trudniejsze. Na czele wsparcia stoją nasze Mamy, które zajmują się Hanią jeszcze lepiej niż nami jak byliśmy mali. Mają dla niej mnóstwo cierpliwości, życzliwości i miłości.

Od pewnego czasu obserwuje małe dzieci. Nie porównuje Hani do nich, już po sekundzie widać wielka przepaść między nimi. Przyglądam się jak biegają, rozmawiają z rodzicami, jedzą chrupka, piją napój, zmieniają pozycję w wózku np z siedzącej na klęczącą, przekładają z ręki do ręki przedmioty...
Czy jest mi przykro?? Na pewno. Patrzę i zastanawiam się czy Hania nauczy się tego, czy jej główka podoła tak trudnym czynnością. Czy da rade komunikować się z nami. Przekaże nam choćby, że chce jeść, pić, bawić się. Teraz domyślamy się tego wszystkiego. Decydujemy co zje, kiedy, co założy na siebie, czym będzie się bawić, każdy jej krok to my.
Mimo wszystko jest dla mnie największym skarbem, największym szczęściem. Jest bardzo pogodnym i silnym człowieczkiem. Jej poranny uśmiech, jej kicanie i zaczepianie, jej kichanie w czasie jedzenia, jej stukanie butkami w aucie, jej zagadywanie, jej śmiech - daje energię, siłę do dalszych działań. Jest ciężko, a czasem nawet bardzo ciężko, jednak nie zamieniłabym się z nikim.
Boje się przyszłości, może nie
tej za 10 lat, bo wtedy jeszcze będziemy w stanie się Hanią zajmować,
opiekować. Boje się co będzie jak ona będzie w moim obecnym wieku. Czy
będzie samodzielna na tyle, aby sama zadbać o siebie? Czy będzie obok
niej ktoś kto jej pomoże?
Czasami jak budzimy Hanię rano na zajęcia czy do przedszkola
jest potwornie nieprzytomna, mam wtedy ochotę odwoływać wszystko i
zostawić ją w domu, z ćwiczeń wraca umęczona z workami pod oczami.
Ciężkie i trudne ma życie. Zajęcia mocno ją wyczerpują, chciałoby się
ich zorganizować więcej i więcej, aby uczyła się, ćwiczyła, zdobywała
nowe umiejętności, ruchy... Jednak jest
bardzo cienka linia, która można przekroczyć i jej organizm może się
zbuntować. Ćwiczenia mogą przestać przynosić efekty a sama Hania może
być przestymulowana. Odpoczynek jest jej bardzo potrzebny. Tylko pytanie
jak należy ułożyć tydzień zajęć by nie przekroczyć tej linii? Czy teraz
co robimy to nie jest za mało, a może za dużo?
Takie przemyślenia coraz częściej witają w mojej głowie.
Nie jest łatwo, ale nie narzekam, chciałabym aby Hania była szczęśliwa, tylko czy damy radę jej to zapewnić?? Czy wszystko co się dzieje w okół niej jest odpowiednie?
Chciałabym, aby w końcu mogła spędzać czas jak dziecko a nie biegając z miejsca do miejsca patrząc na zegarek i licząc czas od zajęć do zajęć, a w międzyczasie jeszcze utrwalając co było ćwiczone.
Chciałbym też móc poświęcać jej więcej czasu i być przy niej nie tylko w biegu, nie tylko na niektórych zajęciach.
Chciałbym, żeby Hania była szczęśliwa, czuła się kochana i bezpieczna.
Co mam zrobić aby moje "chciałabym" stały się realne?
Takie przemyślenia coraz częściej witają w mojej głowie.
Nie jest łatwo, ale nie narzekam, chciałabym aby Hania była szczęśliwa, tylko czy damy radę jej to zapewnić?? Czy wszystko co się dzieje w okół niej jest odpowiednie?
Chciałabym, aby w końcu mogła spędzać czas jak dziecko a nie biegając z miejsca do miejsca patrząc na zegarek i licząc czas od zajęć do zajęć, a w międzyczasie jeszcze utrwalając co było ćwiczone.
Chciałbym też móc poświęcać jej więcej czasu i być przy niej nie tylko w biegu, nie tylko na niektórych zajęciach.
Chciałbym, żeby Hania była szczęśliwa, czuła się kochana i bezpieczna.
Co mam zrobić aby moje "chciałabym" stały się realne?
Jaką drogę wybrać?
Czy nasze decyzje są prawidłowe?
Wszystkim Mamom życzę dużo wytrwałości i miłości oraz czasu dla swych pociech :-)
Zasłuchane w radiu z rana, polecam:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz